Back to home

SHOKZ OpenRun na rower: gadżet, fanaberia czy rozsądny kompromis?

Kupiłem SHOKZ OpenRun głównie z myślą o rowerze. Po pierwszej jeździe wiem jedno: to nie są słuchawki dla audiofila, tylko rozsądny kompromis dla kogoś, kto chce słuchać muzyki, podcastów albo audiobooka i nadal mieć kontakt z otoczeniem.

SHOKZ OpenRun to nie są słuchawki, które mają zachwycić nieskazitelną jakością dźwięku. To słuchawki, które mają zrobić coś znacznie bardziej praktycznego: pozwolić słuchać muzyki, podcastu albo audiobooka na rowerze i jednocześnie nie odcinać człowieka od świata.

Po pierwszej jeździe mam wrażenie, że w tym właśnie tkwi cały sens. Nie w tym, że bas urwie kask, nie w tym, że wysokie tony zabrzmią jak w salonie odsłuchowym, tylko w tym, że jazda szybciej mija, a ja nadal słyszę otoczenie. I to jest bardzo uczciwy punkt wyjścia.

Dlaczego w ogóle kupiłem słuchawki z przewodnictwem kostnym na rower?

Zaczęło się zwyczajnie: na rowerze zaczęło mi się nudzić. Nie tak, że rower przestał mieć sens i trzeba było szukać nowej osobowości w internecie. Po prostu przy samotnych objazdach pojawiła się myśl, że fajnie byłoby czegoś posłuchać. Muzyki, podcastu, może audiobooka.

Problem był tylko jeden: jak robić to w miarę bezpiecznie? Klasyczne słuchawki douszne na rowerze średnio mnie przekonywały, bo nie chciałem jechać w bańce z playlistą i udawać, że świat zewnętrzny chwilowo nie istnieje. Rower, samochody, ludzie, piesi, wiatr, własny napęd. To wszystko są dźwięki, które jednak warto mieć pod kontrolą.

I tutaj wjechało przewodnictwo kostne. Brzmi trochę jak technologia z folderu, który ktoś pisał po trzeciej kawie, ale idea jest prosta: słuchawki nie siedzą w uszach, a mimo to grają. Uszy zostają otwarte, więc teoretycznie można słuchać muzyki i nadal być świadomym otoczenia.

Czy SHOKZ OpenRun to gadżet, fanaberia czy rozsądny kompromis?

Po pierwszym objeździe odpowiedziałbym: rozsądny kompromis. Nie cud. Nie rewolucyjna jakość dźwięku. Nie sprzęt, który nagle zamienia asfaltową pętlę w prywatny koncert. Ale też nie fanaberia kupiona tylko po to, żeby przez tydzień mówić: „patrz, jakie mam innowacyjne słuchawki”.

SHOKZ OpenRun robią coś bardzo konkretnego. Pozwalają słuchać czegoś w tle i nie zamykają człowieka na otoczenie. Dla mnie to jest ważniejsze niż pogoń za audiofilskim ideałem. Na rowerze słuchawki mają najpierw nie przeszkadzać, potem być wygodne, a dopiero później można rozmawiać o tym, czy brzmienie ma odpowiednio eleganckie tony.

To jest sprzęt do ruchu, nie do siedzenia w fotelu i analizowania każdego talerza perkusji. Jeżeli ktoś oczekuje dźwięku bez ograniczeń, może się rozczarować. Jeżeli ktoś chce, żeby samotna jazda minęła szybciej i nadal chce słyszeć, co dzieje się wokół, zaczyna to mieć sens.

Dlaczego nie SHOKZ OpenRun Pro ani SHOKZ OpenRun Pro 2?

Tu sprawa była prosta. Nie chciałem kupować najtańszych słuchawek kostnych, bo bałem się, że pierwszy kontakt z tą technologią będzie walką z budżetową loterią. A potem łatwo byłoby uznać, że całe przewodnictwo kostne jest bez sensu, choć problem mógłby leżeć w najtańszym wykonaniu.

Z drugiej strony SHOKZ OpenRun Pro i SHOKZ OpenRun Pro 2 były dla mnie za drogie jak na eksperyment. OpenRun Pro 2 wyglądały ciekawie, zwłaszcza w czarnej wersji, ale nie chciałem od razu dopłacać do modelu, którego możliwości i tak jeszcze nie umiałbym uczciwie ocenić.

Dlatego wybrałem zwykłe czarne SHOKZ OpenRun. To był środek między „nie biorę najtańszej opcji” a „nie wydaję tyle, ile kosztuje sprzęt, którego jeszcze nie jestem pewien”. I po pierwszej jeździe mam poczucie, że ten wybór się broni.

Jak wygląda pierwszy kontakt ze słuchawkami Shokz OpenRun?

Po wyjęciu z pudełka słuchawki Shokz OpenRun wyglądają solidnie. Nie ma efektu taniej chińszczyzny, przy której człowiek odruchowo sprawdza, czy pudełko nie rozpadnie się razem z gwarancją. Ale nie ma też wielkiego efektu premium. To raczej porządny sprzęt sportowy, który ma działać, a nie udawać biżuterię.

W pudełku, oprócz papierologii i samych słuchawek, był przewód do ładowania i woreczek do przechowywania. Woreczek jest miłym dodatkiem, ale raczej nie wrzucałbym w nim słuchawek luzem do plecaka. Bałbym się, że pałąk albo zaczepy na uszy dostaną gdzieś po drodze. Do torby rowerowej wolałbym coś sztywniejszego.

Parowanie przez Bluetooth poszło całkowicie bez problemu. Włączyłem, sparowałem z telefonem i działało. Aplikacja Shokz? W przypadku zwykłych OpenRun temat właściwie odpada, bo ten model nie jest na aktualnej liście kompatybilnych słuchawek. I szczerze mówiąc, przy pierwszym użyciu w ogóle mi jej nie brakowało.

Czy komfort noszenia, pałąk i kask nie przeszkadzają podczas jazdy?

Komfort to największe pozytywne zaskoczenie. Założyłem słuchawki i po chwili kompletnie przestałem zwracać na nie uwagę. Tak jakbym ich nie miał. Przy sprzęcie na rower to bardzo duży komplement, bo jeśli coś przeszkadza po dziesięciu minutach, to potem jedzie z człowiekiem jak kamień w bucie.

Komfort noszenia był u mnie bardzo dobry. Nie czułem ucisku, nie musiałem ich poprawiać, nic nie latało i nic nie próbowało żyć własnym życiem. Słuchawki są lekkie, a dopasowanie w moim przypadku zagrało od razu. Podczas jazdy nie miałem wrażenia, że muszę pamiętać o sprzęcie na głowie.

Jechałem w kasku i okularach. U mnie było w porządku, ale mam jedno zastrzeżenie: używam linki przytrzymującej okulary. Nie wiem, jak byłoby bez niej albo przy innym kasku, innych oprawkach i innym kształcie głowy. W moim zestawie kask, okulary, pałąk i zaczep nie robiły tłoku za uchem.

Jaka jest jakość dźwięku, bas i głośność w czasie jazdy na rowerze?

Jakość dźwięku jest okej. Bez szału, ale lepiej, niż myślałem. I chyba najważniejsze słowo brzmi: inaczej. To nie jest odsłuch jak w dobrych słuchawkach dousznych. Nie ma takiego odcięcia, nie ma takiego basu i nie ma tego poczucia, że dźwięk siedzi bezpośrednio w głowie.

Na początku spodziewałem się, że będzie dużo dziwniej. Że może będzie wyraźne wibrowanie, łaskotanie albo uczucie, że mam na głowie szczoteczkę elektryczną, która postanowiła grać koncert. Nic takiego nie odczułem. Technologia przewodnictwa kostnego po prostu zadziałała i to było największe zaskoczenie.

Przy muzyce optymalna była dla mnie głośność około 70 procent. Przy podcaście i audiobooku raczej bliżej 80 procent, bo głos musi przebić się przez jazdę i robi się więcej szumów. Da się słuchać muzyki, da się słuchać mówionych treści, ale trzeba pamiętać, że to nadal rower, asfalt i powietrze, a nie cichy pokój.

Czy otwarta konstrukcja pomaga być w kontakcie z otoczeniem?

Tak. I to jest największy sens tych słuchawek. Podczas jazdy słyszałem otoczenie, samochody, ludzi, rower i wiatr. Otwarta konstrukcja robi dokładnie to, czego od niej oczekiwałem: nie odcina od świata.

Nie miałem poczucia, że przez słuchawki robię coś mniej bezpiecznie. Wręcz przeciwnie, w porównaniu ze zwykłymi słuchawkami dousznymi wydaje mi się to dużo rozsądniejsze rozwiązanie. Audio jest dodatkiem, a nie ścianą między mną a resztą drogi.

To oczywiście nie znaczy, że można wyłączyć myślenie. Słuchawki Bluetooth nie zwalniają z patrzenia, słuchania i zachowania zdrowego rozsądku. Ale jeśli mówimy o kompromisie między jakością dźwięku a bezpieczeństwem, to SHOKZ OpenRun całkiem dobrze trafiają w punkt.

Co robi wiatr z muzyką, podcastem i audiobookiem?

No i tutaj wjeżdża wiatr. A jak było w skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju: „bo zawsze najgorszy jest wiatr”. Przy średniej około 25 km/h wiatr w uszach był wyraźny. Słychać go cały czas i potrafi przyciąć muzykę albo przykryć część częstotliwości.

Nie jest tak, że nic nie słychać. Słuchać się da. Muzyka gra, podcast jest do ogarnięcia, audiobook też. Ale trzeba wiedzieć, że wiatr staje się częścią zestawu audio, czy tego chcemy, czy nie. Trochę jak nieproszony konferansjer, który wszedł na scenę i uznał, że teraz on też ma swój program.

W spokojniejszych warunkach pewnie byłoby lepiej, ale w normalnej jeździe rowerowy wiatr robi swoje. To nie przekreśla sprzętu, tylko ustawia oczekiwania. SHOKZ OpenRun nie oszukują fizyki. One po prostu pozwalają słuchać mimo niej.

Czy mikrofon i rozmowy telefoniczne mają sens podczas jazdy?

Tu pojawił się pierwszy poważniejszy minus. Podczas normalnej jazdy, około 25 km/h, próbowałem prowadzenia rozmów telefonicznych. Ja rozmówcę słyszałem, ale rozmówca mnie już nie bardzo. Mikrofon zebrał tyle wiatru, że rozmowa nie miała większego sensu.

To jest dobry przykład różnicy między opisem produktu a życiem. Na papierze słuchawki bezprzewodowe z mikrofonem brzmią jak sprzęt do wszystkiego: muzyka, podcast, rozmowy, może jeszcze kawa w zestawie. W praktyce wiatr potrafi zrobić z mikrofonu naleśnik.

Może na postoju albo przy wolniejszej jeździe byłoby lepiej. Ale przy moim normalnym tempie rozmowy telefoniczne raczej odpadają. Nie robię z tego dramatu, bo kupiłem te słuchawki głównie do słuchania. Ale jeśli ktoś liczy na wyraźne rozmowy podczas jazdy, ja bym z tym uważał.

Jak wypada bateria, ładowanie, cena i codzienne używanie?

Pierwsza jazda trwała około godziny. Nie zauważyłem żadnego problemu z baterią, więc na razie nie mam tu powodów do narzekania. Producent podaje 8 godzin pracy i szybkie ładowanie, ale po jednej jeździe nie będę udawał testu laboratoryjnego. Naładować ich jeszcze porządnie nie musiałem, więc temat ładowania zostawiam do dłuższego używania.

SHOKZ OpenRun mają odporność IP67, więc pot, lekki deszcz i normalne warunki pogodowe nie powinny być dla nich problemem, choć nie są to słuchawki do pływania. Nie wpisuję tu IP55, bo to dotyczy innych modeli albo porównań i przy OpenRun byłoby mylące. W praktyce traktuję je jako odporne na pot, lekki deszcz i normalne sportowe używanie, ale bez robienia z nich sprzętu basenowego.

Cena? Zapłaciłem bodajże około 599 zł. Po pierwszej jeździe uważam, że sprzęt ma sens, ale gdyby kosztował 499 zł, byłbym bardziej zadowolony. Za 599 zł człowiek już trochę marszczy czoło, bo to nadal słuchawki do konkretnego zastosowania. Ale na samotne wyjazdy rowerowe będę je zabierał zawsze. I to chyba najlepsza rekomendacja po pierwszym objeździe.

Wojtek Jakieła

Nice of you to read this far.

If you have something to add or just want to say hi, drop me an email. You can also find me on Facebook, YouTube, Instagram, TikTok, LinkedIn and X.